Marka Polfill już po raz drugi miała zaszczyt być częścią największego charytatywnego rajdu samochodowego w Europie. Tegoroczna, 19. edycja Złombola, była wyjątkowa – zarówno pod względem trasy, jak i atmosfery. Uczestnicy wyruszyli 5 lipca z Chorzowa, by po kilku dniach zmagań dotrzeć aż do Giresun w północnej Turcji.
W tym roku logo Polfill pojawiło się na Lublinie z 2003 roku, prowadzonym przez Pana Mariusza Karcza, który po raz kolejny podjął wyzwanie startu w rajdzie. W drodze towarzyszyła mu żona – Pani Jola, która pełniła funkcję pilota.
Nie było łatwo – ponad 3000 km w jedną stronę, bez pomocy technicznej, za to z masą przygód i niespodzianek na trasie. Ale właśnie o to chodzi w Złombolu – o przekraczanie własnych granic, dobrą zabawę i realne pomaganie.
Złombol – rajd, który pomaga najmłodszym
Dla niewtajemniczonych – Złombol to charytatywny rajd samochodowy, w którym biorą udział pojazdy wyprodukowane lub skonstruowane w czasach PRL-u i dawnych demoludów.
Nie jest to klasyczny rajd na czas ani wyścig – chodzi o pomoc i przygodę. Całość odbywa się w formule non-profit, a środki zbierane przez załogi trafiają na rzecz domów dziecka.
Złombol co roku przyciąga setki ekip, które – mimo ograniczonych możliwości technicznych swoich pojazdów – pokonują tysiące kilometrów, udowadniając, że podróż to nie tylko auta i widoki, to ludzie, pasja i wspólny cel.
Tegoroczna edycja – meta w Azji
Start Złombola 2025 odbył się spod Stadionu Śląskiego, skąd kolorowy konwój ruszył w kierunku odległej Azji. Tegoroczna trasa była wyjątkowo wymagająca – prowadziła przez 10 krajów, m.in. Czechy, Węgry, Serbię, Bułgarię i dalej – aż do miasta położonego nad Morzem Czarnym – Giresun.
To oznaczało nie tylko wielokilometrowe podjazdy i skwar ponad 39°C, ale też liczne przejścia graniczne, górskie drogi i przygody, których nie da się zaplanować.
Droga: awarie, upały i niezapomniane chwile
Podróż rozpoczęła się dynamicznie. Już w Serbii konieczna była wymiana alternatora w Polonezie zaprzyjaźnionej ekipy. Górskie podjazdy w upale skutecznie sprawdzały wytrzymałość zarówno ludzi, jak i samochodów.
Noclegi odbywały się w klimatycznych miejscach, takich jak serbskie miasteczko Pirot, gdzie noc na kempingu umilały… pawie, reagujące na dźwięk uruchamianego Malucha w sąsiedztwie.
Lublin oraz nasi bohaterowie dzielnie pokonywali kolejne kilometry. Mimo problemów z układem chłodzenia, udało się utrzymać pojazd w ruchu. Jak przystało na Złombol – awaria to nie powód do paniki, tylko część przygody.
Bułgaria przywitała uczestników skrajnym upałem – temperatura była tak wysoka, że organizatorzy wysyłali komunikaty o ekstremalnie wysokich temperaturach. To jednak nie zniechęciło ekipy do dalszej drogi.
Wjazd do Turcji przez boczne przejście graniczne odbył się bez kolejek, choć z pełną kontrolą bagażu. Przejazd na azjatycką stronę był symbolicznym momentem wyprawy.
Meta – zasłużona radość na plaży
Po kilku dniach zmagań, awarii i upałów, ekipa dotarła na metę. Obóz rozbito na plaży, a wieczorem odbyła się finałowa impreza w atmosferze radości i wzajemnego wsparcia. Jak relacjonowali nasi uczestnicy:
“Było trudno, ale tym bardziej – efekt cieszy”.
Powrót i spotkania, które zostają w pamięci
Droga powrotna również przyniosła niespodzianki. Dzień spędzony w tureckim warsztacie ponownie z Polonezem przyjaciół pozwolił nawiązać niezwykłe relacje z lokalnymi mieszkańcami. Choć to nie była typowo turystyczna sceneria, właśnie takie momenty budują prawdziwe wspomnienia.
Podsumowanie
Załoga Lublina (ale i ta zaprzyjaźniona) oficjalnie zakończyła swoją wyprawę po przejechaniu 6720 kilometrów i odwiedzeniu 10 krajów. Jak sami mówią:
“Były wyzwania, były niezapomniane spotkania – czyli wszystko, czym jest Złombol.”
Teraz czas na powrót do codzienności i… oczekiwanie na kolejny kierunek – Złombol 2026.
Jeszcze raz ogromnie gratulujemy!

